Narzędziownia

1000 kalorii dziennie
Sprawdź najlepszą diete na rynku!
https://1000caloriesdiet.com/pl/
Sulgasin
Koniec z nie trzymaniem moczu!
https://sulgasin-plus.com/mx/

Możesz myśleć jak kobieta i działać jak kobieta,
Możesz myśleć jak kobieta i działać jak mężczyzna,
Możesz myśleć jak mężczyzna i działać jak kobieta,
Możesz myśleć jak mężczyzna i działać jak mężczyzna.
Lecz zanim zaczniesz działać odróżnij jedno od drugiego.

Stine Andresen

Stine Andersen:

Jest Dyrektorką brukselskiego Biura Norweskiego Mechanizmu Finansowego oraz Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego (www.eegrants.org) Biuro to  zarządza funduszem spójności o wartości  1.8 miliarda euro, przeznaczonym na okres finansowania 2009-2014 dla 15 krajów członkowskich UE o najniższych dochodach. Urodzona w Norwegii pani Andersen przez ponad dwadzieścia lat pracowała poza granicami swojego kraju – w Stanach Zjednoczonych i Szwajcarii, a obecnie w Belgii. Z wykształcenia ekonomistka, swoją karierę zawodową rozwijała w obszarach stosunków międzynarodowych i finansowania projektowego. Pani Andersen jest mężatką i ma troje dorosłych pasierbów. Czas wolny  lubi poświęcać sztuce,muzyce oraz aktywnym sportom – wspinaczce, tenisowi i narciarstwu. Gra na pianinie i uwielbia czytać książki. Jej ulubionym autorem jest obecnie turecki noblista Orhan Pamuk.


Rozmowa (Bruksela, marzec 2011).

Anna Jancewicz: Czy w trakcie swojej kariery spotkała się pani ze zjawiskiem szklanego sufitu?

Stine Andresen : Nie w sensie przeszkody w rozwoju mojej kariery zawodowej, choć przez 12 lat, zanim wróciłam do Europy, pracowałam w Banku Światowym, w tym przez sporo lat w sekcji rozwoju sektora prywatnego w Ameryce Łacińskiej, w zdominowanej przez mężczyzn branży górniczej. Faktycznie im wyżej awansujesz w systemie, tym więcej jest tam mężczyzn i tym mniej kobiet. To kwestia statystyki. 


AJ: Doskonały stereotyp! Ten sektor, ten kontynent… 

SA: Kiedyś, gdy miałam nieco ponad 30 lat i byłam pracownicą niższego szczebla, zostałam zaproszona do wygłoszenia referatu na konferencji poświęconej górnictwu. Mieliśmy wówczas w naszym biurze nowego koordynatora, mężczyznę znacznie starszego ode mnie, który mi zakomunikował, że to on wystąpi. Odparłam, że przecież to ja znam się na temacie. Kiedy nie przyjął mojej argumentacji, udałam się do szefa mówiąc, że według mnie to ja powinnam wystąpić, ponieważ jestem ekspertką w tym temacie. Ostatecznie przyznał mi rację i wygłosiłam moją prezentację. Dodam, że byłam jedyną kobietą w sali po brzegi wypełnionej mężczyznami. Przyznaję, że w podobnych okolicznościach zdarzają się mężczyźni, którzy chcą przejąć pałeczkę. Jednak wierzę, że należy stawiać na kompetencje.

Nie uważam siebie za osobę agresywną, lecz kiedy trzeba, nie będę milczeć. Wierzę, iż należy budować na kompetencjach. Ważna jest dogłębna znajomość swojej dziedziny, zdobywanie doświadczenia i tą drogą budowanie własnej pozycji.

 

AJ: Stawianie na kompetencje to piękny ideał. Czy nie zdarzyły się Pani sytuacje, w których musiała Pani konkurować o projekt lub stanowisko z kimś słabszym, kto Pani nie dorównywał? 

SA: Miałam sporo szczęścia, być może dlatego, że nie przywiązuję zbytniej wagi do drobiazgów. Zdarzały się zapewne sytuacje, które dla innych stanowiłyby problem, ja zaś uznałam je za mało istotne i zignorowałam je. Kiedy skończyłam studia, aplikowałam na dwa stanowiska, dostałam pracę w Banku Światowym i awansowałam w systemie. Łut szczęścia poparty kompetencjami i ciężką pracą. 

 

AJ: Jaki kierunek studiów Pani ukończyła? 

SA: Jestem ekonomistką, a ponadto studiowałam nauki polityczne i statystykę.

 

AJ: Czy według Pani kobieta musi być lepsza niż mężczyzna by awansować na to samo stanowisko? 

SA: Przynajmniej tak samo dobra, jeśli nie lepsza. W moim pokoleniu, choć mam nadzieję, że w przyszłości to się zmieni, kobieta musi doskonale znać swój przedmiot, nierzadko lepiej niż mężczyzna.

 

AJ: Według niektórych badań mężczyźni potrafią utrzymywać, że znają temat na 120%, gdy w rzeczywistości znają go na 80%. Tymczasem kobiety mające stuprocentową wiedzę w danym temacie umniejszają swoje kompetencje przyznając się skromnie do 80%. 

SA: To trafne spostrzeżenie. Kobiety potrzebują znacznie większej pewności  co do swoich kompetencji.

 

AJ: Czyli mężczyźni lepiej się sprzedają. Dają sobie szansę! 

SA: Można tak powiedzieć, choć według moich obserwacji kobiety również zaczynają się lepiej „sprzedawać”.

 

AJ: Czy są jakieś cechy osobowe, które by ułatwiały kobiecie odniesienie sukcesu w mocno męskim świecie biznesu? 

SA: Z pewnością po pierwsze pracowitość. Następnie wiara w siebie, choć utrzymana w granicach rozsądku. Istotna jest też znajomość własnych ograniczeń i trzeźwa ocena własnych braków oraz  obszarów wymagających dopracowania. Dalej wytrwałość i szacunek dla siebie. Ponadto umiejętność zachowania równowagi między pracą  i życiem prywatnym. Nie wolno zaniedbywać  rodziny, przyjaciół i innych ważnych spraw. Nie należy żyć wyłącznie pracą. To jest  być może ważniejsze dla kobiet niż dla mężczyzn.

 

AJ: Czy istnieje stereotyp kobiety szefa? Męskiej, twardej jak głaz? 

SA: Nie sądzę. To już przeszłość. W początkowej fazie ruchu kobiecego kobiety próbowały naśladować świat mężczyzn. Według mnie to się zmieniło. Mam nadzieję, że ja tak nie funkcjonuję. Staram się być sobą. Każdy człowiek to  inna osobowość i naturalnie istnieją różnice między kobietami i mężczyznami. Spotykamy się z różnymi typami kobiet- szefowych. Jeden uniwersalny model nie istnieje. Niewątpliwie jest w interesie kobiet by wnosić swój niepowtarzalny wkład w dotychczas męski świat pracy i biznesu, zamiast ten świat powielać. Sądzę, że możemy położyć na stół coś nowego.

 

AJ: Kobiety niekiedy wyrażają opinię, że kobieta-szef jest bardziej wymagająca, że bywa  jędzowata, że nie wspiera innych kobiet i dlatego wolą pracować z szefem-mężczyzną.

SA: Przyznam się, że wszyscy moi szefowie byli mężczyznami. Ponieważ  nigdy nie miałam szefa-kobiety, trudno mi się ustosunkować do tych opinii. Dziś ktoś mnie zapytał ile kobiet oraz ilu mężczyzn pracuje w moim biurze.  Nigdy nie patrzyłam na moich podwładnych z tej perspektywy. Kiedy z kimś pracuję, nie myślę w kategoriach  kobieta/mężczyzna. Istotne jest dla mnie to, co ta osoba sobą reprezentuje, w jaki sposób ona czy on wzmacnia merytorycznie nasz zespół. Ale teraz już policzyłam! ( Stine śmieje się)

 

AJ: Ewidentnie promujesz kompetencje  a nie płeć. Czy w twoim świecie zawodowym, pośród osób Twojego szczebla jest więcej kobiet czy mężczyzn? 

SA: W naszym biurze pracuje więcej kobiet. Na 50 osób jest ich  29.

 

AJ: Powstała cała masa zawodów, które 10 lat temu jeszcze nie istniały. Czy są one dostępne dla kobiet? 

SA: Sądzę, że jak najbardziej tak, a kobiety  skutecznie pną się w górę. Przykładowo w Norwegii mamy liczną grupę  kobiet piastujących najwyższe stanowiska w sektorze publicznym.

 

AJ: Czy zauważa Pani różnice w sposobie komunikowania się kobiet i mężczyzn w trakcie zebrań służbowych? 

SA: Dostrzegam raczej różnice o podłożu kulturowym. W naszym biurze pracują  ludzie z 14 różnych krajów. To prawdziwa mieszanka kulturowa. I na tym poziomie spostrzegam różnice. My, ludzie północy przychodzimy o czasie, trzymamy się planu i idziemy kolejno po poszczególnych punktach agendy zebrania. Przedstawiciele innych regionów często działają inaczej: przychodzą z piętnastominutowym opóźnieniem, przez kolejne piętnaście minut wymieniają się wrażeniami z weekendu itd.. Ja, jako osoba twardo stąpająca po ziemi lubię zaczynać o oznaczonym czasie i skupić się na zaplanowanych do omówienia tematach. Wracając do pytania, nie zauważam w naszym biurze szczególnych różnic między kobietami i mężczyznami.

 

AJ: A rozwiązywanie konfliktów? 

SA: To kwestia osobowości. W krajach północy, takich jak Norwegia nie lubimy konfliktów i staramy się ich unikać. Tak kobiety jak mężczyźni. Południowcy mają bardziej wybuchowy temperament, nie kryją tak bardzo swoich uczuć. Ja osobiście rozwiązuję konflikty rozmawiając razem z obydwoma  zwaśnionymi osobami i zadając im  wprost pytanie, co to za problem, na czym on polega i co można zrobić, by sporną kwestię rozwiązać.

 

AJ: Czy panowanie nad swoimi emocjami ma jakiś związek z płcią? 

SA: Generalnie mężczyźni są mniej skłonni do okazywania emocji niż kobiety.

 

AJ: Czy większa emocjonalność kobiet rzutuje na to, jak funkcjonują w systemie? 

SA: Jedynie w skrajnych przypadkach. Ale ogólnie rzecz biorąc nie widzę takiego związku. Nie zauważam, by emocjonalność kobiet miała negatywny wpływ na rozwój ich kariery. Wszyscy jesteśmy różni  i postrzegam jako wartość to, że w moim zespole są ludzie myślący, choć bardzo różni. Aby dojść do wyważonych rozwiązań potrzebujemy różnorodnych typów osobowości -  realistów, analityków, entuzjastów. Nie ma tu kategorii słuszny/niesłuszny, lecz chodzi o wielopłaszczyznową analizę i w atmosferze ożywionej intelektualnej dyskusji.

 

AJ: Czy woli Pani pracować z kobietami czy z mężczyznami?  

SA: Zarówno z jednymi, jak i z drugimi. Taka mieszanka jest znacznie lepsza.

 

AJ: Czy ma Pani swoja własną teorię na temat przyczyn utrzymywania się różnic między płacami kobiet i mężczyzn? 

SA: Kobiety są mniej skłonne do występowania o podwyżki, zaś mężczyzna idzie do szefa i się o nią upomina. Z reguły mężczyźni są bardziej przebojowi/ nastawieni na walkę.

 

AJ: Być może kobiety są tak uszczęśliwione, że dotarły na szczyt, iż zapominają zadbać o wiążące się z tym gratyfikacje finansowe? (śmiech)

SA: Myślę, że wiąże się to z faktem, że generalnie jesteśmy mniej agresywne w stosunku do pracodawcy. W tym sensie, że nie upominamy się i nie walczymy o coś, co według nas się nam należy. Sama nigdy nie wystąpiłam o podwyżkę. Zawsze myślałam, że gdy będę pracować jeszcze lepiej, zostanie to zauważone i uhonorowane. I awansowałam. Lecz niekiedy to nie wystarcza.

 

AJ: Miejmy nadzieję, że upublicznienie tego tematu będzie rzutować na postawy zainteresowanych stron.

SA: Już tak się dzieje. Widzę przykłady młodych kobiet zwracających się do przełożonych i punktujących swoje kompetencje: „Wydaje mi się, że zarobkowo tracę w porównaniu z kolegami. Choć moje zadania zwiększyły się o A, B i C, a obecnie doszło  D, to dotychczas nie przełożyło się to na wzrost wynagrodzenia.” Argumentacja oparta o punktowanie kompetencji.

 

AJ: Czy w trakcie kariery zawodowej miała Pani szefa będącego jednocześnie Pani mentorem?

SA: Zabawne… Nigdy nie miałam mentora. Wręcz przeciwnie, pamiętam  szefów, o których myślałam, że nigdy bym nie chciała być taka jak oni! Ale mówiąc o wzorach do naśladowania przypominam sobie pewne zdarzenie z początku mojej kariery, kiedy jako trzydziestolatka przyjechałam do pracy w Waszyngtonie.  Wybrałam się na seminarium, które prowadziła kobieta. Stała na podium i po prostu mówiła. Z ogromną swadą i lekkością. Żadnego czytania, żadnych notatek. To było coś. Pomyślałam, że chciałabym tak umieć. Kiedy po raz pierwszy występowałam publicznie w Stanach, posiłkowałam się notatkami, częściowo z uwagi na język. Ale to było ostatni raz, potem już nigdy nie występowałam z notatkami. I tak jest do dziś. Bez problemu mogę stanąć naprzeciw 100- 150 osób i swobodnie przemawiać.

 

AJ: W jakim wieku zaczęła sobie Pani stawiać swoje pierwsze cele? 

SA: Instynktownie zawsze szukałam tego, co daje duże możliwości wyboru, szanse na rozwój i co bym z przyjemnością studiowała. Kiedy byłam mała i ludzie mnie pytali, co chcę robić jak dorosnę, odpowiadałam, że będę prawniczką. Było oczywiste, że pójdę na studia. Niewątpliwie miało to związek ze środowiskiem rodzinnym...

Byłam typowym normalnym dzieckiem -  pierwsza ławka, lekcje pianina, baletu. W gimnazjum zainteresowałam się polityką, ekonomią, socjologią. Czytałam gazety. Znałam nazwiska polityków.  Wtedy nie wiedziałam jeszcze, co chcę robić, więc wybrałam matematykę uznając, że otwiera przede mną  liczne możliwości. Nie potrafię ocenić, jak  duży czy wręcz fundamentalny wpływ mieli na to moi rodzice. Na uniwersytecie wybrałam ekonomię i nauki polityczne - kolejne  kierunki otwierające  liczne możliwości. Znów kierowałam się zasadą  co mi da największe możliwości wyboru, co lubię i co mnie interesuje. Do tego dołączyłam statystykę. Bardziej jako żart. Zawsze interesowały mnie stosunki międzynarodowe i wiedziałam tyle, że praca w obszarze między ekonomią i polityką byłaby dla mnie czymś ciekawym. W mojej pierwszej pracy zajmowałam się analizą ryzyka w różnych krajach, restrukturyzacją długów międzynarodowych oraz norweskimi gwarancjami rządowymi dla inwestorów i eksporterów. Świetne połączenie ekonomii i polityki na płaszczyźnie międzynarodowej. Choć byłam pracownicą stosunkowo niskiego szczebla, wysyłano mnie na międzynarodowe konferencje Banku Światowego, co było bardzo ciekawym doświadczeniem. Pewnego razu siedziałam obok pewnego dżentelmena z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który bardzo mnie zachęcał do wystartowania do Programu dla Młodych Profesjonalistów. Nie dostałam się do programu, ale mój rekruter z biura Banku Światowego w Oslo powiedział, że spodobała mu się moja postawa i wysłał mnie do Waszyngtonu, abym poznała różne departamenty  i być może dostała tam pracę.

W Waszyngtonie poznałam kogoś budującego zespól dla agencji, która miała się zajmować dokładnie tymi samymi sprawami, nad którymi ja pracowałam w Oslo. Miałam potrzebną wiedzę i mogłam wnieść kapitał mojego doświadczenia. Przepracowałam tam  12 lat , awansując  na menedżerkę i na końcu starszą specjalistkę.

 

AJ: Niezły zestaw: ciężka praca, duch przedsiębiorczości, otwarty umysł, łut szczęścia, spotykanie na swojej drodze właściwych ludzi … i wielka ciekawość życia.

SA: Teraz, kiedy jestem po pięćdziesiątce i sięgam pamięcią wstecz, widzę, że zawsze wybiegałam myślą nieco do przodu.  Nie miałam pewności, czy chcę zostać ekonomistką czy prawniczką, ale myślałam, że to obszary, w których bym się odnalazła.

Mam nadzieję, że nie upodabniam się do mężczyzn, lecz że pozostaję sobą. Że mam swój własny wkład. Jestem kobietą konsensu, wsłuchuję się w opinie innych szczerze wierząc, że każdy ma do zaoferowania coś twórczego i że najlepsze rozwiązania wynikają z mądrości zbiorowej a nie z narzuconych opinii jednostek. Nie lubię konfrontacji, ale potrafię mierzyć się z sytuacjami konfliktowymi. One są i należy umieć sobie z nimi poradzić. Co więcej, często konflikt wyzwala twórczą energię.  Jestem głęboko przekonana, że jest ważne aby wnosić do biznesu i kultury pracy nowe wartości.

 

AJ: Nowe wartości wzbogacające rzeczywistość, czyniące pracę bardziej fascynującą i produktywną. Przykład dobrego przywództwa.

Bardzo dziękuję za rozmowę.