Narzędziownia

Możesz myśleć jak kobieta i działać jak kobieta,
Możesz myśleć jak kobieta i działać jak mężczyzna,
Możesz myśleć jak mężczyzna i działać jak kobieta,
Możesz myśleć jak mężczyzna i działać jak mężczyzna.
Lecz zanim zaczniesz działać odróżnij jedno od drugiego.

Vaira Vīķe-Freiberga

Vaira Vīķe-Freiberga

łotewska polityk i psycholog, w latach 1999–2007 prezydent Łotwy. Jest autorem licznych publikacji naukowych z dziedziny psychologii, a także folkloru. Była w swojej karierze naukowej prezydentem Kanadyjskiego Towarzystwa Psychologicznego, Federacji Nauk Społecznych Kanady oraz Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Studiów nad Krajami Bałtyckimi. Przewodniczyła Radzie Naukowej Kanady, obecnie jest m.in. członkiem Rady Kobiet-Liderów Światowych. Od 1999 wybrana na członka Łotewskiej Akademii Nauk. Po odejściu z urzędu prezydenta zasiadła w Grupie ds. Przyszłości Unii Europejskiej jako jej wiceprzewodnicząca. W 2005 została specjalnym wysłannikiem Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. reform. W 2006 roku była oficjalnym kandydatem krajów bałtyckich na urząd sekretarza generalnego ONZ.

 

Rozmowa przeprowadzona z panią Vaira Vike-Freiberga, byłą Prezydent Łotwy ( 1999-2007).

Rozmawiały Anna Jancewicz i Alicja Kostecka.

Bruksela, marzec 2011   

 

Anna Jancewicz: Czy w Pani imponującej karierze spotkała się Pani ze zjawiskiem  szklanego sufitu?

Vaira Vike-Freiberga: Nie mogę uczciwie powiedzieć, że osobiście doświadczyłam tego zjawiska. Kiedy piastowałam urząd Prezeski Kanadyjskiej Akademii Królewskiej dostałam telefon od Premiera Łotwy  z prośbą o powrót do kraju by tam utworzyć Instytut Łotewski i objąć funkcję prezeski. Wcześniej miałam już doświadczenie przewodniczenia Kanadyjskiej Akademii Nauki, Kanadyjskiej Federacji na Rzecz Nauk Społecznych, Kanadyjskiemu Stowarzyszeniu  Psychologicznemu oraz Stowarzyszeniu d/s Rozwoju Badań nad Krajami Bałtyckimi. Wróciłam na Łotwę.  Osiem miesięcy później zostałam Prezydentem kraju. Z tym wachlarzem doświadczeń trudno by mi było narzekać na szklany sufit. Prezydent to najwyższy urząd w kraju, prezes to najwyższe stanowisko w instytucjach. Osobiście doświadczyłam i jednego i drugiego. Było to moim udziałem. Nie mogę narzekać.

 

AJ: Kobieta prezydent kraju to zjawisko wyjątkowe na skalę światową.

V. V-F: Istotnie kobieta-prezydent to zjawisko nader rzadkie. Jednak i tu widać postęp/zmiany. Na Łotwie kobieta - pani Bluma- była prezeską banku, do niedawna HansaBanku; dziś po raz trzeci od odzyskania niepodległości mamy kobietę – Marszałka  Parlamentu. Mieliśmy kobiety na stanowisku Ministra Obrony i Ministra Spraw Zagranicznych. Przez ostatnie dwa lata  urząd Ministra Spraw Wewnętrznych sprawowała kobieta. Te stanowiska siły, wagi i wpływów zwyczajowo uważane są za domenę mężczyzn. Tak więc na Łotwie trudno mówić o szklanym suficie, przynajmniej w polityce.

 

AJ: Jak Pani tłumaczy ten niezaprzeczalny sukces?

V. V-F: Jest też i druga strona medalu. Liczba posłanek do naszego Parlamentu spadła poniżej średniej europejskiej. Kobiety nie są tu dostatecznie reprezentowane i ma to zapewne związek z proporcją kobiet wpisywanych na listy wyborcze. Ciekawym tematem badania socjologicznego byłoby sprawdzenie odsetka skreśleń nazwisk na listach wyborczych w podziale na płeć.

 

AJ: Mniej kobiet startujących do wyborów czy mniej zaufania dla kandydatek?

V. V-F: Nader często same kobiety nie są gotowe do podjęcia takiego wyzwania. Oto przykład z życia wzięty. W Kanadzie byłam prezeską w kolejnych instytucjach naukowych.  Kiedy moja kadencja zbliżała się ku końcowi, miałam za zadanie wskazać swojego następcę. To częsta praktyka w instytucjach akademickich. W ogóle nie jest łatwo pozyskać kandydatów do funkcji sprawowanych pro bono, ale pozyskanie kandydatek- kobiet graniczy z cudem. Są zbyt zajęte pisaniem prac naukowych lub wniosków grantowych. Wiele zaś po prostu nie chce dodatkowego, absorbującego czasowo obowiązku. Przez kilka tygodni odbywałam rozmowy telefoniczne z profesjonalnymi kandydatkami aby usłyszeć, że nie mogą z uwagi na małe dzieci, opiekę nad  chorym rodzicem, nadgodziny męża. Rozmowa po rozmowie ten sam efekt, mimo zachęty z mojej strony. Na szczęście te postawy powoli ulegają zmianie. Z doświadczenia wiem jednak, że kobiety często nie są gotowe zainwestować w swoją karierę tyle, ile zainwestowałam ja. Uzasadniają to koniecznością służenia rodzinie lub potrzebą czasu dla samej siebie - fryzjer, kosmetyczka, dłuższe wakacje. To realne wybory. Niekiedy trzeba jednak coś poświęcić na rzecz tego, co dla nas ważne.

 

Alicja Kostecka: Oto dlaczego Parlament kończy pracę o godzinie 18ej. Pora obiadu i posłanki muszą biec do domu.

 V. V-F: Oczywiście by obiad przygotować i podać, a nie zasiąść do zastawionego stołu. No, chyba że mają gosposię lub babcię, która się zechce tym zająć. W naszej rodzinie, a oboje jesteśmy profesorami, znaleźliśmy wreszcie rozwiązanie - choć możecie mi wierzyć , zajęło to sporo lat! –, mianowicie przez jeden tydzień  mąż robił zakupy i gotował, a przez następny ja. Kiedy dzieci podrosły, po tygodniu przypadało również na córkę i na syna. Rozwiązanie bardzo demokratyczne. Podział obowiązków. Jednak kiedy dzieci były małe, niemal wszystko spoczywało na moich barkach, ponieważ w tamtych czasach taka była norma. W początkach małżeństwa mąż mówił: ”Przecież ci dużo pomagam!”. Na co odpowiadałam, że nie potrzebuję pomocnika, lecz partnera. Kobiety potrzebują stuprocentowego partnera, nie pomocnika.

 

AJ: W Polsce obserwując młodsze pokolenie można dostrzec tendencję do  zmian w tym kierunku.

V. V-F: Często widuje się ojców na spacerze z dziećmi. Postęp jest spory.

 

A K:  Dlaczego więc dziewczyny nie chcą wychodzić za mąż?  Bo chcą partnera a nie męża. (ha ha ha!)

V. V-F: Jeśli mąż oznacza kogoś, kimś się trzeba zajmować i opiekować! ( ha ha ha!)

 

AJ: Zadałam kilku kobietom na wysokich pozycjach pytanie dlaczego tak niewiele kobiet aspiruje do najwyższych stanowisk i usłyszałam w odpowiedzi, że z niechęci do brania sobie na głowę zbyt wielkiej odpowiedzialności.

V. V-F: To często prawda.  Dostają stanowisko na talerzu, lecz go nie przyjmują, bo wymaga to od nich zbyt wiele wysiłku, na który nie mają ochoty.

 

A K:  W Polsce  trudno jest wypełnić na  listach wyborczych miejsca zarezerwowane dla  kobiet. Tak przynajmniej twierdzą mężczyźni, którzy je układają.

 V. V-F: Ustanowienie parytetów rozwiązałoby problem. Mamy raczej do czynienia z kwestią postaw. W jednym z łotewskich pism kobiecych był wywiad Ingridą Udre, Marszałek naszego Parlamentu czyli Saeima. I wokół jakich tematów obraca się rozmowa: „Pani jest taka kobieca. Jak to się pani udaje osiągnąć? Czy według pani kobiecość jest ważna?”  I to ma być rozmowa z Marszałkiem Parlamentu? Spodziewałabym się raczej pytań o wyzwania, jakim musi sprostać,  o jej priorytety polityczne etc. Zamiast tego  pytają  o fryzjera, markę ubrań, seksowne stroje i jej kobiecość. W ten sposób gruntuje się wąskie, ograniczone i stereotypowe pojmowanie kobiecości. A jakie jest przesłanie takiego postawienia sprawy?  W podtekście daje się do zrozumienia, że  kobieta podejmując się poważnej funkcji automatycznie traci swoją kobiecość.

 

AJ: Co oznacza kobiecość? Jak ją  zdefiniować?

V. V-F: Kiedy zostałam wybrana na Prezydenta często zadawano mi to pytanie. Ale co ono faktycznie znaczy? Czy mamy na myśli atrakcyjność seksualną? Jeśli tak, to dziękuję bardzo. Przychodzi taki moment w życiu, kiedy ten aspekt przestaje być istotny. Choć długo był bardzo ważny, nagle uświadamiasz sobie, że masz to całkowicie w nosie. Co za niespodziewane błogosławieństwo ... i ulga!  (ha ha ha!)

Gdy jako młoda naukowiec podróżowałam sama po Europie, nierzadko narażona byłam na zaczepki i zdarzało się to nawet  w środku dnia. Młoda kobieta molestowana w biały dzień na ulicach Londynu czy Paryża. Obrzydliwe.

 

A K: A jemu wydaje się ,że robi ci przyjemność! ( ha ha ha!)

 V. V-F: Młode dziewczyny obsesyjnie dbają o swoją atrakcyjność seksualną. Żerują na tym magazyny dla kobiet, firmy kosmetyczne, reklamy. Chcą wglądać jak gwiazdki pop czy modelki, a zamiast tego popadają w anoreksję. Według mnie to rodzaj terroru psychicznego.  


A K: Dla wielu dziewczyn to jedyny temat, który je ekscytuje. Choć jest też  mnóstwo takich, które dążą do bardziej ambitnych celów.

V. V-F: Muszę wam opowiedzieć pewną anegdotę. Kiedy przyjechaliśmy z rodzicami do Kanady, mocno zapożyczyliśmy się na podróż z Maroka i rodzice zdecydowali, że zamiast kontynuować naukę pójdę do pracy. Miałam tylko 16 lat, lecz długi były rzeczą wstydliwą i należało je jak najszybciej spłacić. Obsługiwałam okienko w banku.  Zarobki były rozpaczliwie niskie, długie godziny i bardzo ciężka praca. Jednym z moich stałych klientów był traper – wyglądem przypominający niedźwiedzia grizzly, który gdzieś na północy łowił zwierzęta na skórki, a pieniądze z ich sprzedaży deponował regularnie w naszym banku. Pewnego dnia spytał, czy mam chłopaka. Nie miałam, znałam niewiele osób, niedawno przyjechaliśmy do Kanady, pracowałam i chodziłam do szkoły wieczorowej. Pochwalił mnie za to i powiedział, że większość dziewcząt w moim wieku dba głównie o to, by być atrakcyjną, podobać się i zdobyć chłopaka. „Ale to nie powinno być twoim zmartwieniem. Dziewczyna taka jak ty – mówił – wystarczy że wyjdzie za róg i gwizdnie, a będzie miała u swych stóp tuzin chętnych. Nie pakuj się zbyt szybko w stałe związki. Kobiety  głupio robią  wiążąc się zbyt wcześnie”. Muszę przyznać, że w tym sensie wspominam żeńskie gimnazjum w Casablance jako oazę spokoju. Takie problemy nie istniały.

 

A K: Czytałam o badaniu naukowym, sporządzonym jeszcze za życia księżny Diany, z którego wynikało, że istnieje  związek między zajmowaniem przez kobiety najwyższych stanowisk a uczęszczaniem do szkół żeńskich. Badanie to miało jakiś związek z umiejętnością księżny do angażowania się w całe spektrum najróżniejszych aktywności.

V. V-F: Fascynujące.

 

A K: Przedstawiony w badaniu mechanizm tłumaczył to zjawisko przez zasadę współzawodnictwa. Dziewczyny w swojej grupie konkurują, która zostanie przewodniczącą  klasy, która dowódcą drużyny sportowej etc. W szkołach koedukacyjnych dziewczynki w wieku 14-16 lat przestają walczyć o przywództwo. Zaczynają stawać się „kobiecymi”.

V. V-F: Nie chcą konkurować z chłopcami?  Z obawy, że stracą ich sympatię?

 

 A K: W istocie. Badanie, o którym mówię było zrobione na Gibraltarze, gdzie nie wprowadzono szkół koedukacyjnych. Nasz przewodnik tłumaczył, że podstawą tego świadomego podziału była chęć wpojenia dziewczynkom ducha konkurencyjności.  W swoim środowisku chętnie współzawodniczą.

V. V-F: Nie współzawodniczą o chłopców swoimi fryzurami czy strojami, lecz konkurują między sobą. Przyznam, że nie zamieniłabym mojego gimnazjum na szkołę koedukacyjną, choć na Łotwie chodziłam do takiej podstawówki.  Francuski system w Collège de jeunes filles de Mers-Sultan w Casablance bardzo mi odpowiadał. Każdy trymestr kończył się testami, a na ich podstawie robiono ranking uczennic. Publicznie oznajmiano, kto zdobył pierwsze, drugie i następne miejsce. Współzawodnictwo pełną gębą. Kiedy zaczęłam zdobywać pierwsze miejsca i nagrody pomyślałam sobie –„No, nieźle.” Nasze rozmowy nastolatek obracały się wokół ulubionych lektur, muzyki, wystaw, spraw ważnych. Współzawodniczyłyśmy o stopnie, ale było w tym mnóstwo zabawy i przyjaźni.

 

A K: Ma Pani córkę i syna.

V. V-F: Oboje uczęszczali do koedukacyjnych podstawówek, ale kończyli prywatne męskie i żeńskie gimnazja. Dziś jest ogromna presja, by nie dyskryminować ze względu na płeć, jednak według mnie nie powinno to przekładać się na szkoły obowiązkowo koedukacyjne. Powinien istnieć wybór.

 

A K: Skąd się według Pani Prezydent  bierze swoisty upór w nierównym traktowaniu kobiet?

V. V-F: Myślę, drogie panie, że po części  problem leży w nas samych. Wcześniej rozmawiałam z polską dziennikarką, która opowiedziała mi o badaniu dotyczącym oczekiwań dziewcząt; badanie objęło dziewczyny polskie i rosyjskie. Otóż marzą o bogatym mężu i drogich strojach, koniecznie markowych, plus oczywiście torebkach i butach; o chodzeniu regularnie do solarium i na basen, do manikiurzystki i kosmetyczki. Marzą, by po prostu wyglądać pięknie. Tego je uczą kolorowe pisma kobiece i przekazy medialne. Ale cóż, nawet jeśli sięgną tego ideału, po 10 latach mąż wymieni je na młodszy model. Jak stare auto. I co wtedy? Karmią się  operami mydlanymi, chcą wzorować się na hollywódzkich gwiazdach zarabiających krocie, wobec których  kariera doktorantki, z wysiłkiem i za nędzne pieniądze robiącej karierę naukową zupełnie do nich nie przemawia. Nie wiedzą nawet, że w ten sposób sprzedają siebie. Nie mają tej świadomości, ale tak właśnie jest.

 

AJ: Warto jednak ten obraz różnicować. Zawsze były takie kobiety.

V. V-F: Choćby „Dama Kameliowa”.

 

A K: W Polsce mamy 65%  uczącej się młodzieży w wieku 15-24. To  najwyższy odsetek w tej grupie wiekowej w Europie. Mówimy więc o segmencie stosunkowo niewielkim, ale bardzo widocznym.

AJ: W naszej codziennej pracy obserwujemy fantastyczne postawy. Do Fundacji przychodzą liczni absolwenci i profesjonaliści, którzy oferują swoją rzetelną pracę na zasadzie wolontariatu. Inne fascynujące zjawisko to życie bez telewizji, którą  wiele osób z młodszego pokolenia postrzega jako nie-ekologiczny intelektualnie śmietnik.

V. V-F: Mnóstwo młodych kobiet współzawodniczy o miejsca w najlepszych szkołach, a ponadto ma wiele zajęć pozaszkolnych. Mamy dużo bardzo ambitnej młodzieży. Dbającej zarówno o swoją atrakcyjność zewnętrzną, jak i o realizację różnorodnych ambicji.

 

AJ: Bardzo dziękujemy za tę rozmowę.