Narzędziownia

Pożyteczna praca jest zawsze cicha i niezauważalna.
Lew Tołstoj

Polecamy również...

Zapraszamy do lektury wywiadów wartych uwagi, przeprowadzonych również z "Kobietami sukcesu" - a które ukazały się w innych mediach.

 

 


Wywiad z Grażyną Piotrowską - Oliwą, prezes PGNIG.


Agnieszka Kublik: Pani prezes, czy pani prezesko mam się zwracać do pani?
 

Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes PGNiG, jedna z najlepszych polskich menedżerek: Pani prezes, poproszę. Nie jestem przyzwyczajona do żeńskich końcówek. W Słowniku Języka Polskiego nie występują.

I dlatego trzeba siebie i innych do nich przyzwyczajać. 

- "Pani" przed "prezes" mi wystarcza. Tej formy się trzymam. 

Joanna Mucha preferuje "ministra". 

- Nie komentuję preferencji innych kobiet. To ich prywatna sprawa. 

I to zdradza pani poglądy na feminizm. Nie jest pani feministką. 

- To nie tak. Choć to prawda, jestem przeciwko parytetom w biznesie. Jestem liberałem, który siłowych rozwiązań nie preferuje. W wielu przypadkach są kontrskuteczne. 

Opowiada pani w wywiadach, że kobiety w biznesie grają na siebie, że to "samice alfa". A pani? Samica alfa? 

- To trzeba by zapytać kolegów, z którymi współpracuję. Powiedziałabym, że jestem zdecydowaną, konkretną kobietą, która jasno stawia cele i bardzo precyzyjnie z nich rozlicza.

Mówi pani "Nie ma dyskryminacji kobiet, ja nigdy nie byłam dyskryminowana". 

- Bo to prawda. Ja nie widziałam dyskryminacji kobiet w firmach, w których pracowałam.

Ale wie pani, że dyskryminacja istnieje? 

- Słyszałam, o tym się mówi, dużo się pisze. Nie żyję w próżni. 

"Jak chce się zrobić karierę, to się ją zrobi" - tak pani protestuje przeciwko parytetom. 

- Bo to prawda. Zdefiniujmy "chcieć". To znaczy cały czas się uczyć, być otwartym na słuchanie innych, być przygotowanym na to, że kariera nie oznacza samych przyjemności, tylko też bardzo ciężką pracę. Jeżeli człowiek jest przygotowany na to, że chce się realizować w biznesie, to - czy jest mężczyzną, czy kobietą - dopnie swego. 

Kobiety, które nie awansują, nie rozbijają szklanego sufitu, to po prostu tego nie pragną zbyt mocno? 

- Tak. Podam przykład z mojego doświadczenia menedżerskiego. Miałam bardzo dużo takich przypadków w swojej karierze, kiedy mogłam awansować kobietę lub mężczyznę. Kobieta zapytana, czy podejmie się nowego ryzyka, zawsze się zastanawiała, czy da sobie radę. Bo kobiety są bardzo odpowiedzialne, nie rzucają się głową w dół do basenu, którego nie znają. A mężczyzna od razu powie: tak, biorę. 

I kogo pani awansowała? 

- Czasami nie ma czasu, by tygodniami czekać na czyjąś decyzję, bierze się tego, kto chce. Ale są oczywiście też kobiety, które nie boją się ryzyka. Natomiast jeżeli ktoś nie chce, to się nie da go do zmusić. I to o tym mówiłam, że nie każda kobieta chce. 

Gdy została pani wiceprezesem Orlenu, powiedziała pani: "Po prostu byłam najlepsza". Mało kto potrafi tak mówić o sobie. 

- Można się w fałszywą skromność ubrać, można się krygować i mówić tak bardzo poprawnie, że ktoś zdecydował, że to ja zostanę członkiem zarządu. Nie, ja po prostu wygrałam w konkursie, byłam najlepsza. 

I dlatego do szewskiej pasji doprowadza panią pytanie, jakim cudem w wieku 37 lat została pani prezesem Orange? 

- Tak. Doprowadzało mnie to do szału. Bo pytanie brzmiało: jak to jest, że kobieta, która ma 37 lat, zostaje prezesem spółki o przychodach 8 miliardów, która zatrudnia 3300 osób? Ja w odpowiedzi zawsze wtedy zadawałam pytanie: czy gdyby na moim miejscu był 37-letni mężczyzna, to pojawiłoby się takie samo pytanie? Odpowiedź jest oczywista, nikt by takiego pytania nie zadał. 

Kobiety w polskim biznesie się wspierają? Kiedyś mówiła pani, że "grają pod siebie". 

- Nie wspierają się w taki sposób, że nie budują swoich klanów jak mężczyźni. Nie ma np. klubu zapalonej cygarnicy czy czegoś takiego. 

Zapalonej cygarnicy?! 

- Takiego klubu, w którym panie prezes się spotykają i sobie palą cygara. Bo mężczyźni takie kluby mają.

Zarezerwowane tylko dla mężczyzn? 

- Nie, już nie. To już nie te czasy, że może obowiązywać kobiety zakaz wstępu do klubu.

Bywa pani w takich męskich business clubach? 

- Bywam. 

I jak się pani tam czuje? 

- Normalnie. Nawet jeżeli ja akurat nie palę cygara, nie piję koniaku. 

Gra pani w golfa? 

- Nie gram, co nie znaczy, że nie mogę sobie pochodzić po trawie.

To co pani robi? 

- Jestem tam z powodów towarzyskich. Bo jak w końcu zejdą z pola golfowego, to muszą się gdzieś kawy napić, coś zjeść. Żeby z nimi porozmawiać, nie muszę latać po polu golfowym. Mogę z nimi iść na lunch i tam porozmawiać. Oni siedzą sobie w tym swoim dymie cygar, piją koniak, ja mogę napić się czerwonego wina albo coca-coli.

Siedzi pani z nimi w tym dymie z cygar? 

- Wietrzę się później. 

żródło: MAGAZYN ŚWIĄTECZNY GW